Nie mój sukces

Jak nauczyć dzieci potrzebnych im rzeczy? Jak sprawić, żeby radziły sobie wśród ludzi, miały pasje i osiągały w nich sukcesy? Jak mądrze zachęcać do poszukiwań? Sama stawiam sobie często takie pytania. Szczególnie, kiedy nauczyciele wymagają opanowania jakiejś umiejętności – jak to zrobić, żeby moje dziecko chciało się tego nauczyć? Jak uniknąć buntu i unikania przez nie tematu?

Moja córka nie lubi podręcznikowych ćwiczeń dla przedszkolaków. Zawsze tak było. Zapamiętałam taką sytuację: kiedy była bardzo mała i dostała pierwsze kredki i książeczkę z zadaniami dla dzieci w jej wieku, poprosiłam ją, zgodnie z poleceniem w książeczce, żeby wzięła czerwoną kredkę i pomalowała balonik. Nie chciała. Podpowiadałam więc – gdzie jest czerwona kredka? Było ich chyba 25 – po kolei wskazała każdą, omijając tylko czerwoną i łobuzersko się uśmiechając. Potem miała podobnych książeczek mnóstwo, ale niewiele się zmieniało. Nadal nie lubi zadań i prac plastycznych, przy których każde dziecko musi zrobić to samo i tak samo. Nadal się przeciwko nim buntuje.

A to dopiero przedszkole. Dlaczego już tak małe dzieci muszą na zajęciach się nudzić? I dlaczego na tablicy w przedszkolu zawsze znajduje się dwadzieścia kilka niemalże identycznych prac?

Oczywiście, rozwiązujemy w domu labirynty, łączymy kropki itp. Doszłam jednak do wniosku, że będę się kierować myślą: nikt nie lubi być zmieniany, a każdy lubi się rozwijać. Sukces mojego dziecka jest jego sukcesem, nie moim. Więc bez presji. Mówię jej, że w domu jest inaczej, można eksperymentować. Mieszać farby. Fotografować bałagan. Przynosić patyki, nawet te mokre. Robić zupę i ciasteczka z puzzli i elementów gier. Rysować to, co się chce i jak się chce, jeśli tylko siedzi się prosto przy stoliku.

Są oczywiście świetne kolorowanki z nieoczywistymi zadaniami dla dzieci (tzw. książeczki do bazgrania). Ale u nas i tak są one wykorzystywane raczej z rezerwą, mimo że swoboda, jaką dają, jest przez córkę doceniana.

Przypominam sobie, jak to było, kiedy sama byłam dzieckiem. Nie lubiłam kolorowanek, bo kolory musiały być od siebie oddzielone, nie mogły się przenikać. W szkole pani powiedziała, pamiętam – patrząc na mnie, że mamy rysować dziewczynki w krótkich spódnicach, bo w długich sukniach się przecież nie chodzi… I jeszcze – do tej pory tak mam – najbardziej chyba do tworzenia zachęca mnie czysty zeszyt i pusta kartka.

 

Reklamy

9 thoughts on “Nie mój sukces

  1. Są dzieci, które ciągle są we wszystkim wyręczane – Daj, pomogę ci. Nie tak, ja ci zrobię. Potem, gdy mają wymyślić coś samodzielnie, nie umieją i płaczą. Kreatywności też trzeba się nauczyć.

    1. O tak, wyręczanie to duży problem – widzę to wokół. Spotykam się też często z dziwnymi spojrzeniami, zwłaszcza wiosną i latem, kiedy córka powybiera sobie ubrania w sposób… niekonwencjonalny, a ja w to nie zaingeruję, bo jednak nie widzę potrzeby. Szczególnie też chyba ojcowie mają problem, kiedy obce starsze osoby chcą im pomagać radami („zaraz się przewróci!” itd.).

  2. Cieszę się, że to nie tylko u nas tak jest, bo rodzice przeważnie mi mówią, że ich dzieci właśnie lubią takie ćwiczenia. Wydaje mi się, że jeśli w przedszkolu prace dzieci się różnią, to mają one swobodę przy ich wykonywaniu. Mnie (i innych rodziców też) czasem martwi, że te prace wyglądają tak, jakby wszystkie dzieci (czterolatki!) od siebie ściągały…

  3. Wiesz masz rację, często prace wywieszone na korytarzu przedszkola prawie identyczne..Czemu nie dać dzieciom rozwijać się i zrobić tego po swojemu.Czasem mam wrażenie, że to nauczyciel za dzieci wykleja czy koloruje te szlaczki.

  4. W moim przypadku zawsze, kiedy musiałam pisać albo rysować na jakiś jeden określony temat, długo zajmowało mi wymyślenie czegokolwiek sensownego. Dowolność kształci wyobraźnię i kreatywność. A co do prac w przedszkolu – dzieci „zgapiają” od siebie, to normalne – łatwiej jest czerpać pomysły od osoby obok niż z własnej głowy – to wymaga wysiłku. Poza tym trudno się dziwić, że prace są podobne, skoro dzieci siedzą obok siebie ramię w ramię, rozmawiają ze sobą, używają tych samych kredek itd. Także z jednej strony to dobrze, że Twoje dziecko wykazuje takie indywidualne cechy 😉

  5. Nuda też uczy. Szkoda, że często o tym się zapomina. Moja córka kiedyś dostała dodatkowy punkt gdyż z rozsypanek miała ułożyć słowa. Więc zamiast baletnicy wyszedł jej letni baca i cóż nauczycielka nagrodziła jej kreatywność. Być może to ewenement taki pedagog, ale chwała im, że są 🙂

    1. Zgadzam się co do nudy. U nas nie ma telewizora, urządzenia elektroniczne nie mają gier. Można się czasem nudzić. A nauczyciela Twoja córka ma – wygląda na to – świetnego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s